Sześć lat temu w Rzeszowie prowadziłem wykład na temat zarządzania czasem (Time Menagment). Było to pierwsze szkolenie gdzie czułem, że to nie jest mój temat. Zawsze się spóźniałem, a teraz miałem nauczyć grupę ludzi, jak nie tracić czasu. Na szkoleniu opowiedziałem historie moich studiów, których nienawidziłem. Szczegółowo opisywałem swoje odczucia, jak jechałem autobusem do Krakowa i zadawałem sobie pytanie, po co ja tam jadę? Przekraczając próg uczelni w celu załatwieniu paru wpisów, najczęściej odbijałem się od drzwi. Pani profesor nie było albo nie miała czasu. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to ja podświadomie wytwarzam takie sytuację. Za każdym razem traciłem czas, aż w końcu we mnie coś pękło. Zadałem sobie pytanie, dlaczego studiuję? W mojej głowie pojawiły się tysiące odpowiedzi, zabrakło jednej– dla siebie. Zrezygnowałem na czwartym roku studiów, w sumie straciłem siedem lat (licząc dziekankę i powtarzanie roku). Dzień, w którym rzuciłem studia był jednym z najszczęśliwszych momentów mojego życia. Nie udało mi się nauczyć moich studentów  jak lepiej gospodarować czasem, zrobiłem coś więcej uświadomiłem ich jak nie tracić czasu.

Jak nie tracić czasu: „Sześć najczęstszych pułapek czasowych „

  • Oszukiwanie własnego zegara biologicznego. Kładę się spać o północy, mózg wie, że do snu potrzeba mu około 8 godzin.(tak piszą w mądrych książkach) Jednak moje ciało budzi się wcześniej. Przykładowo 7:15. Pytanie z rana! Czy się wyspałem?  Szybka kalkulacja, mogę zrobić trzy drzemki po piętnaście minut. W praktyce, po trzeciej drzemce potrzeba spania jest jeszcze większa.Dobrym ćwiczeniem jest położyć się spać, nie patrząc na zegarek. Rano mózg jest zdezorientowany i nie wie ile spał. To samo dotyczy się poranków. Gdy się obudzisz to zacznij od razu dzień. Jednak, gdy spojrzysz na zegarek, w umyśle pojawi się kilka dobrych powodów, że możemy jeszcze odpocząć przecież jest  6 rano.  
  • Sabotowanie priorytetowych celów. Robiąc jakąkolwiek pracę, są rzeczy ważne i ważniejsze do wykonania, z reguły te pilniejsze wymagają większego nakładu sił. Odkładając je w czasie, robimy sobie wielką krzywdę. Przesuwamy cały dzień albo nawet cały tydzień. Zajmujemy się innymi sprawami, które są czasem całkowicie absurdalne,tracimy czas.  Moim planem na wieczór było napisać post. Zanim się zabrałem za pisanie, ogarnęła mnie potrzeba zjedzenia czegoś dobrego, a że lubię gotować to trochę czasu przy tym mi schodzi. Jak już się najadłem pojawił się pomysł, co ugotuję jutro? W zasięgu ręki była książka kucharska. Tytuł „dzika kuchnia” Łukasz Łuczaj o jadalnych roślinach rosnących w lasach i na łąkach. Do tego tabela podzielona na miesiące, kiedy można zebrać najintensywniejsze plony. W maju najlepiej kwitną: babka, barszcz, biedrzeniec mniejszy, głód , dzięgiel, komosa , kopytnik i wile innych ciekawych roślin, których na oczy nie widziałem. Gdy sprawdziłem wszystkie zorientowałem się, że jest już grubo po północy i trzeba iść spać. Kolejny wieczór, podobna historia, jestem już po kolacji. Dobrze się zapowiada, już chwytam za laptopa i przypomniałem sobie, o naczyniach. Porządek musi być. No i popłynąłem.  Mam taką półkę z różnego rodzajami przyprawami : sól, pieprz, chili, majeranek, oregano itp. Część była pusta, a niektóre od nowości nie używane. Umyłem wszystkie i przeszedłem do pojemników z herbatą i kawą.  Mówię do siebie: co ty (… )robisz !! Straciłem dwa dni przez sabotaż mojego umysłu. Plusy: powstał ten tekst, a ja stałem się bardziej uważny.
  • Konsekwentne mówienie NIE. Tu przytoczę historię z moją mamą. Michał potrzebuje, żebyś zrobił mi przelewy. Niby to tylko chwila roboty, tylko pięć minut a potrafi zaburzyć cały dzień. Nie chodzi mi o to, żeby odmawiać pomocy, tylko przełożyć to w czasie. Zrobię, ale dopiero w piątek, gdy będę robił inne operacje bankowe.
  • Rozmowy telefoniczne. Można gadać godzinami. Mam kilku współpracowników, gdzie temat jest na dwie minuty, a rozmowa ciągnie się pól godziny. Najczęściej proszę koleżankę, żeby zadzwoniła w moim imieniu. Kiedyś byłem w związku, gdzie często rozmawialiśmy przez telefon. Nie potrafiłem stanowczo powiedzieć -nie mam czasu kochanie, (to w odniesieniu do punktu 3.), a wieczory spędzaliśmy w milczeniu bez słowa.
  • Internet :
    -portale typu facebook, youtube, demotywatory  itp.
    -meile
    – strony z plotkami
    Na każdej z tych podstron tracimy czas, a nawet mógłbym powiedzieć, że czasem trudno je wyłączyćSchodząc kursorem coraz niżej np.: w fb mamy nadzieje, że znajdziemy coś ciekawego, a w demotywatorach , każda strona jest ostatnią. Osobiście ograniczyłem Internet do dwóch, trzech dni użytkowania.
  • Kac. Skutkiem nadużycia alkoholu w następny dzień jest utrata czasu, a nawet całego dnia, gdzie nie ma motywacji na nic.
jak nie tracić czasu
jak nie tracić czasu
jak nie tracić czasu

Ten tekst napisałem dokładnie rok temu. Dużo się zmieniło od tamtego czasu. Dzisiaj inaczej organizuje swój dzień i uważam, że czas jest najcenniejszym elementem naszego życia. Pomogło mi to, że uświadomiłem sobie ile traciłem godzin, w trakcie jednej doby. Polecam ciągłą obserwacje siebie. Osobiście dużo pomogło mi ćwiczenie, które miało na celu zapisywanie przez tydzień każde działanie i poświęcony jemu czas. Na początku wydawało mi się to głupie, licząc każdą minutę.  Po tygodniu zdobyłem dodatkowy dzień.

Opis ćwiczenia jak nie tracić czasu

Narysuj tabelę z podziałem na godziny od szóstej rano do dwudziestej czwartej.  W każdej kratce (godzinie) opisujesz jak wykorzystałeś ten okres. Dodatkowo powinno być miejsce na uwagi i podsumowanie. To ćwiczenie jest zrobione poprawnie, gdy jest wykonywane przez siedem dni w tygodniu. Rozliczana jest każda minuta i czynność.  Dokładne i szczegółowe podejście do tematu daje niewiarygodne wyniki.  Ja zdałem sobie dopiero sprawę z tego ile tracę czasu, gdy podliczyłem to wszystko na papierze. Wcześniej nie byłem świadom ile tego jest.
Powodzenia .